| W poszukiwaniu recepty na kryzys przemysłu morskiego |
|
|
|
| Wpisany przez Anna Makuchowska |
| wtorek, 06 lipca 2010 10:49 |
|
Zdaniem przedstawicieli szczecińskiego portu strategia zbyt ogólnie określa rolę przemysłu morskiego.Spotkanie z przedstawicielami lokalnego biznesu odbyło się w czwartek (1 lipca) w siedzibie Business Clubu. W przeszło 3-godzinnej debacie na temat kierunków rozwoju miasta uczestniczyli członkowie Zespołu Ekspercko-Redakcyjnego, reprezentanci miejskich spółek oraz branży morskiej, a także Aleksander Buwelski, wiceprezydent Szczecina. Płytkie dno budżetuWielu z zaproszonych gości nie kryło wątpliwości, co do możliwości realizacji celów strategii.
– ZWIK ma duże doświadczenie w prowadzeniu programów ekologicznych. Do mieszkańców najczęściej docieramy przez najmłodszych. Niestety, Szczecinowi ciągle brakuje podstaw ideowych, by wdrażać sensowną politykę jednoczesnego wykorzystywania i chronienia przyrody. To pierwszy problem, na jaki natykam się analizując strategię – mówił Mieczysław Żywotko, Dyrektor Ekonomiczno-Finansowy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. – Trzeba mieć także świadomość zadań własnych gminy, przecież dajemy sobie sprawę, że nie na wszystko wystarczy środków. Planując długofalowe dokumenty, w tym Wieloletni Plan Rozwoju Szczecina, musimy pamiętać, że budżet uchwalany jest na okres 1 roku. „Kotwica u nóg”?Jednak najwięcej emocji wywołał temat upadłości stoczni i losów szczecińskiego portu. – 50 lat temu przyjechałem do Szczecina z Gdańska. Wtedy morskość miasta była niepodważalna. Przypominam, że Szczecin był dla innych regionów oknem na świat – wspominał Jan Jęczkowski, prezes Towarzystwa Okrętowców. – Misją Szczecina musi być spełnianie funkcji miasta morskiego, ale czytając strategię można odnieść wrażenie, że eksperci mają kotwicę u nóg. Z tego właśnie powodu stworzyliśmy 5 cel strategiczny, który powinien pojawić się w aktualizowanej strategii: Szczecin – nadbałtycki port tranzytowy i europejskie centrum proekologicznej gospodarki morskiej.
W tej kwestii goście byli zgodni. Jan Stasiak z Rady Interesantów Portu Szczecin uważa, że strategia w niewystarczający sposób dba o przyszłość branży morskiej. – Strategia wybiega o jeden etap do przodu. Tymczasem gospodarka morska z dnia na dzień ginie. Zanim zaczniemy snuć śmiałe wizje, musimy ratować to, co już jest – mówił Jan Stasiak. – Trzeba wykorzystać fakt, że w tak trudnych i niekorzystnych warunkach środowisko morskie jest bardzo zintegrowane. Centrum na wyrostMarkowi Koćmielowi, byłemu prezydentowi miasta, również zabrakło w misji odniesień do morskość Szczecina. – Na Bałtyk musimy patrzeć z otwarciem i odwagą. W poprzedniej misji wyraźny nacisk położono na rolę Szczecina, jako centrum południowego Bałtyku. W aktualizacji celowo pominięto ten aspekt, a przecież szczeciński port jest jednym z najważniejszych portów od Lubeki do Kłajpedy – argumentował Marek Koćmiel.
Prof. Dariusz Zarzecki tłumaczył, że w strategii bardzo mocno się akcentuje rolę portu. – To, co przedstawiliśmy jest jedynie ekstraktem. Nie jesteśmy w stanie omówić szczegółowych założeń strategii w ciągu 2–3 godzin. Zaręczam, że wszystkim nam zależy, by port szczeciński rozwijał się, bowiem dobrze wiemy, że w chwili obecnej sytuacja jest poważna – mówił szef zespołu. – W zakresie reaktywacji stoczni samorząd jest bezradny. Są to olbrzymie koszta, a sukces wątpliwy. Należy sobie jasno powiedzieć, że kryzys branży stoczniowej jest zjawiskiem globalnym. Nie bez znaczenia jest fakt, że w 80 proc. przemysł okrętowy przejęły stocznie azjatyckie. Trudno nam rywalizować z takimi kolosami jak Chiny, Japonia czy Korea. Aktualizując strategię staraliśmy się stawiać realne cele, poprzednia strategia w wielu kwestiach (np. roli Szczecina, jako centrum Bałtyku południowego) pisana była na wyrost. Nowa strategia ma być autentycznym dokumentem. Anna Makuchowska |
| Zmieniony: wtorek, 06 lipca 2010 15:23 |
