Skip to content

Aktualizacja Strategii Rozwoju Szczecina

Home Blogi Bank pomysłów Turyści we własnym mieście
Turyści we własnym mieście PDF Drukuj Email
Wpisany przez Szymon Dominiak-Górski   
środa, 18 listopada 2009 15:54

Czy szczecinianie cierpią na aquafobię?

katamrany_szcz_20080726_0024

Bez wątpienia chcielibyśmy widzieć jachty przy Wałach Chrobrego. Problem chyba polega na tym, że nie chcemy patrzeć na Wały Chrobrego z perspektywy jachtów.

Projekt „floating garden”, podobnie jak wszystkie wcześniejsze warianty pomysłu zwrócenia miasta ku wodzie, trafnie wpisuje się w naturę Szczecina. Trudno jest się spierać z oczywistościami i pewno dlatego dotąd nie powstała żadna sensowna alternatywa dla tej koncepcji. Silne poparcie idei zagospodarowania Międzyodrza przez mieszkańców też nie skłania do poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Wychodzi na to, że pomysł na miasto już mamy, obecnie właściwe wydaje się więc znalezienie możliwości skutecznego wprowadzenia go w życie.

 


Warto się jednak zastanowić, czy mówiąc o wykorzystaniu naturalnego położenia miasta wszyscy mamy na myśli to samo. Odnoszę bowiem wrażenie, że dla wielu floating garden – we wszelkich emanacjach tej koncepcji – to po prostu gigantyczna fototapeta. Z jednej strony zaletą wizji jest jej zgodność z oczekiwaniami społecznymi, natomiast z drugiej trudno jest się pozbyć wrażenia, że jest ona sprzeczna z tendencjami rozwojowymi miasta. W tym kontekście wprowadzanie na grunt szczeciński rozwiązań, które w sposób naturalny zaistniały w innych miastach, jest trochę jak implant cudzej tożsamości, z którą nie do końca się identyfikujemy.

Wybraliśmy Bezrzecze
Przyczyną, dla której nie mamy dotąd efektownie zagospodarowanych nadodrzańskich bulwarów nie jest brak inwestorów, lecz brak tożsamości ludzi wody. Inwestorzy to kwestia wtórna. Jeśli w wiosce rybackiej położonej nad wodą połów ryb okaże się nieopłacalny, to mieszkańcy z kutrów robią restauracje, z domów pensjonaty i żyją z turystyki. Można powiedzieć, że nadal karmi ich woda, tylko inaczej.  Gdyby geograficzna natura Szczecina znajdowała odzwierciedlenie w naturze jego mieszkańców, w ogóle nie szukalibyśmy inwestorów. Miasto od dawna piętrzyłoby się nad wodą.
Zabudowa Szczecina ma wyraźne tendencje odśrodkowe. Ulica Jana z Kolna, która skutecznie oddziela miasto od rzeki,katamrany_szcz_20080726_0026 to pomnik stosunku mieszkańców do wody. Szczecinianie nie tylko odgrodzili się od Odry murem czterech pasów ruchu i torowiska tramwajowego, lecz szukając przestrzeni do życia od tej wody uciekają. Czy to przypadek, że miasto rozwija się we wszystkich innych kierunkach, ale nie nad rzeką? Dzielnice położone nad Odrą to slumsy, z którymi gmina nie bardzo wie co zrobić. Zdecydowanie chętniej osiedlamy się na Bezrzeczu (w tym kontekście nazwa popularnej dzielnicy nabiera kolejnego znaczenia), Wzgórzu Warszewskim, Wielgowie, czy w Dobrej Szczecińskiej. Kolejną metaforą naszego stosunku do wody są Dni Morza. Wprawdzie w czasie minionych edycji tej imprezy udało się importować kilka akcentów morskich, ale mimo to nazwa wciąż jest logiczną brawurą.
Nic dziwnego, że w serwowanych przez różnych autorów pomysłach na Śródodrze mamy głównie do czynienia z wodą, która jest jedynie tłem dla architektury. Ma ona urozmaicić widok za oknami mieszkań, bądź obiektów użyteczności publicznej, które miałyby powstać przy nadodrzańskich bulwarach. Podobnie traktowane są jachty cumujące przy Wałach Chrobrego – tło, atrakcja dla turystów. Trudno się pozbyć wrażenia, że my szczecinianie sami postrzegamy ten projekt jak turyści. Bez wątpienia chcielibyśmy widzieć jachty przy Wałach Chrobrego. Problem chyba polega na tym, że nie chcemy patrzeć na Wały Chrobrego z perspektywy jachtów. Ani żeglarstwo, ani inne formy rekreacji wodnej nie są masowo uprawiane przez mieszkańców Szczecina. Przepustką do naszej elity nie jest patent żeglarski tylko karnet na pole golfowe w Binowie.

Szczecin Hawaje Północy?
Zagospodarowanie Międzyodrza uwarunkowane jest nie tylko aktywnością inwestorów. To w pierwszej kolejności kwestia tożsamości szczecinian. Nie sprzedamy nikomu towaru, do którego wartości sami nie jesteśmy przekonani. Szczecinianie nie żyją i nigdy nie żyli wodą. To tłumaczy najlepiej deficyt marin i przystani jachtowych. Gdyby żeglarstwo i inne formy rekreacji wodnej były u nas popularne, rozwinąłby się także biznes wokół tych sportów.
Świetnym przykładem jest Półwysep Helski czy Rewa. W ciągu minionych 10 lat Zatoka Gdańska stała się mekką windsurfingu i kitesurfingu. Miłośnicy tych sportów oblegają przez cały sezon gospodarstwa agroturystyczne. Te z kolei wyczuły koniunkturę i z roku na rok profilują swoją działalność tak, by lepiej wpisywała się w oczekiwania klientów. W wyniku dobrze wykorzystanej mody na uprawianie tych sportów Hel stał się bezkonkurencyjny. Pływać oczywiście można w całej Polsce, ale to właśnie tam ciągną tłumy miłośników surfowania i tam powstają szkółki. Latem w Rewie plaża jest pokryta żaglami windsurfingowymi i latawcami. Paradoksalnie gdy mieszkańcy trójmiasta przyjeżdżają do skromnej bazy windsurfingowej w Czarnocinie – jedynej nad Zalewem Szczecińskim – to nie mogą wyjść się nachwalić warunków panujących na naszych akwenach.
Szczecin to jedno z nielicznych dużych miast w Polsce, w którym możliwy jest tzw. „blue live style”, czyli łączenie pasji do surfingu czy żeglarstwa z pracą zawodową. Sam niejednokrotnie po pracy ściągałem garnitur na plaży w Czarnej Łące by wbić się w piankę i popływać na desce windsurfingowej. Oczywiście maniaków wody jest więcej i nie należą do nich jedynie surferzy. Należy pamiętać o popularności katamaranów, także całym żeglarstwie turystycznym i sportowym, motorowodniachach, skuterach wodnych, wakeboardzie w końcu o wędkarzach i całej masie innych pozytywnie zakręconych. W Szczecinie popularność rekreacji wodnej powinna dorównywać popularności narciarstwa w miejscowościach górskich. Górale nie mają problemu ze sprzedażą swojej oferty turystycznej, bo sami ją doskonale znają – prawie każdy jeździ na nartach. W Szczecinie o rozwoju turystyki mówi się od dawna, ale nikt nie wie jak miałby wyglądać nasz produkt turystyczny.
Reasumując wydaje się, że miasto powinno kłaść równy, a może nawet większy nacisk na rozwinięcie i promocję rekreacji wodnej niż na poszukiwanie inwestorów zainteresowanych Śródodrzem. O ile bowiem – w szerszej perspektywie czasowej – ściągnięcie do miasta inwestorów jest prawdopodobne, o tyle pasjonatów żeglarstwa nie ściągniemy, musimy ich wychować. Najrozsądniej więc zacząć od rzetelnej edukacji żeglarskiej w szkołach i dynamicznej promocji sportów wodnych, co zresztą jest w zasięgu możliwości władz miasta już dzisiaj. Wraz z tym konieczna jest także budowa infrastruktury niezbędnej do uprawiania sportów wodnych. Nie przekonamy nikogo, do piękna Międzyodrza jeżeli sami go nie będziemy dostrzegać.

 

 

 

Zmieniony: sobota, 21 listopada 2009 23:53
 
Musisz się zalogować lub zarejestrować aby pisać komentarze.
Dyskutuj...
Dyskutuj (4 komentarzy)
Czy szczecinianie cierpią na aquafobię?
Nov 19 2009 23:22:38
"Trudno jest się spierać z oczywistościami i pewno dlatego dotąd nie powstała żadna sensowna alternatywa dla tej koncepcji." - cóż to... powiem bezpośrednio - za wciskanie kitu! Państwo bierzecie 1 mln złotych za opracowanie strategii, poprzednia też kosztowała niemało. Setki tysięcy poszły na promowanie dyslektycznej wizji w PowerPoincie, która była zbiorem graficznych bajdurzeń i opowieści o niczym.
Nikt nie polemizuje "z oczywistościami", bo nie stać ludzi na walkę z zamkami budowanymi na lodzie. Poza tym - tylko Panu wydają się te sprawy "oczywistościami", tak jest wygodnie, gdy nie słyszy się dziesiątek krytycznych głosów. Idzie w zaparte wobec Rady Języka Polskiego. Zmienia się barwy miasta identyfikujące je od dziesiątek lat, nie czyta się kpin o "floating garden" i wyskakiwaniu z cynków Prezydenta Krzystka na podtopionej ulicy Gdańskiej...
To nie są oczywistości - to jest marketing własnej sprawy Panie Szymonie. W dodatku - co smutne - bardzo słaby merytorycznie i bazujący na kiepskiej erystyce.
#113
Odpowiedź:Czy szczecinianie cierpią na aquafobię?
Nov 27 2009 09:42:17
Racja, projekt Floating Garden to strategia marki opracowana przez BNA. Jako marketingowe opakowanie pewnej koncepcji rozwoju Floating Garden może się podobać lub nie. Pisząc, że trudno się spierać z oczywistościami miałem na myśli nie opakowanie, lecz jego zawartość, czyli pomysł zwrócenia miasta ku wodzie. Jak Pan z pewnością wie to nie agencja BNA wpadła na pomysł zagospodarowania terenów na Odrą. Wcześniej powstała koncepcja zwana Waterfrontem, później natomiast Grzegorz Ferber wykonał wizualizacje, które porwały Szczecińskie elity. W tym sensie Floating Garden jest oczywistością. Trudno z nią się spierać, bo nikt nie opracował równie spójnej alternatywnej koncepcji. Cała zadyma związana z odbiorem opracowania jest z punktu widzenia mojego tekstu mało istotna, bo nie odnosi się do meritum koncepcji.
Nie wiem także o marketing jakiej "własnej sprawy" miał bym zabiegać. Moja agencja nie opracowywała strategii marki. Co do "erystyki" to żyłem w przekonaniu, że to sztuka sporu. Jako że jestem łagodnym z natury człowiekiem nie jestem w niej biegły. Poza tym tekst nie jest tekstem polemicznym i jako taki nie zawiera elementów erystycznych.
z uszanowaniem
#120
Odpowiedź:Czy szczecinianie cierpią na aquafobię?
Nov 29 2009 09:00:23
Erystyka, to sztuka pozorowanie dialogu. Świetna do wygrywania dyskusji ale nielicząca się z merytoryką sporu.

Czy koncepcja zabudowy śródodrza jest "porywająca" - ja osobiście wątpię. To jeden z wielu projektów a ja osobiście chciałbym się dowiedzieć, czy reumatyzm i budowanie infrastruktury na bardzo drogich, mogących być przemysłowo wykorzystanymi terenach jest opłacalne?

Ciekawe, czy ktokolwiek zbadał ilu chętnych byłoby na mieszkanie obok kanału z widokiem np. na produkcję czekolady, i spalarnię, którą niedaleko chce tam ktoś upchnąć.
Jest to raczej koncepcja zastępowania upadającego przemysłu czymś ładnym architektonicznie, ale przeniesionym z zupełnie innego niż nasz klimatu, w dodatku bardzo drogim, niż sensowna strategia. Mosty, podwodna infrastruktura, palowanie, odkomarzanie, to wszystko bardzo drogo kosztuje... a w Szczecinie nawet puste place w centrum świecą... więc o czym rozmawiamy? O realiach, czy niepopartych badaniami rynkowymi koncepcjach architektonicznych?
#121
Turyści we własnym mieście
Dec 10 2009 00:18:52
Zanim doprowadzi się do edukacji żeglarskiej w szkołach i dynamicznej promocji sportów wodnych trzeba mieć gdzie tych ludzi posłać. Brak podstawowej i a w szczególności bezpłatnej infrastruktury skutecznie odpycha.
#122

Bank pomysłów

 

Szczecin Strategy and Planning

The following text is aimed at identifying urgent problems and offering ...

 

Aquafobię leczy się... wodą.

Wśród szczecinian pokutuje opinia, że Odra jest tylko troszkę za rza...

 

Focus on the City

IDEAS FOR SZCZECIN Key findings from the 3rd meeting (March, 2, 2010) ...