|
Wśród szczecinian pokutuje opinia, że Odra jest tylko troszkę za rzadka, by ją orać, a na pewno za gęsta, by po niej pływać. I „The Tall Ships’ Races” raczej tu nie pomoże. Dopóki nie wsiądziemy do łódek i nie zmierzymy się z szalejącą kipielą Odry, czy Parnicy, cudze jachty będą dla nas pocztówką.
Kolorową, śliczną i budzącą zazdrość, ale tylko pocztówką.Pod koniec stycznia Sopot zdobył dofinansowanie na Centrum Żeglarskie. Od najbliższego sezonu sopoccy gimnazjaliści będą mogli uczyć się żeglowania w ramach szkolnego wuefu. Trener zawiezie ich busem do mariny i wsadzi na łódki. A potem na deski. Prawdopodobnie się zamoczą. To jest optyka, którą należy przyjąć w Szczecinie, by zbliżyć miasto ku wodzie.
W liceum pływałam bardzo często. Głównie kajakiem i w systemie sopockim. Pan od wuefu organizował miejsce i sprzęt, a potem starał się zachować nas przy życiu. Nic tak często nie powraca we wspomnieniach w czasie spotkań towarzyskich, jak spływy kajakowe. Wielu z nas wciąż pływa. Część nurkuje, niektórzy żeglują.
Pytanie, które mnie gnębi, brzmi: Dlaczego nie pływaliśmy/pływamy w Szczecinie? Dlaczego najpierw tłuczemy się dwieście kilometrów, albo i więcej, i dopiero tam szukamy zejścia do wody? Dlaczego nie korzystamy choćby z przystani przy ul. Przestrzennej? Z przyzwyczajenia.
Sopocki pomysł ma tyle zalet, że trzeba wziąć głęboki wdech. Najważniejsza z nich, to pokazanie młodym ludziom, że w ogóle istnieje możliwość zanurzenia stopy w lokalnym akwenie. Wśród szczecinian pokutuje opinia, że Odra jest tylko troszkę za rzadka, by ją orać, a na pewno za gęsta, by po niej pływać. I „The Tall Ships’ Races” raczej tu nie pomoże. Dopóki nie wsiądziemy do łódek i nie zmierzymy się z szalejącą kipielą Odry, czy Parnicy, cudze jachty będą dla nas pocztówką. Kolorową, śliczną i budzącą zazdrość, ale tylko pocztówką.
Zarażając młodzież określonym rodzajem aktywności, mamy realną szansę dotrzeć do rodziców. Może nie jestem karate mistrzem, ale z wielką ochotą chodzę na wszystkie turnieje syna, a w weekendy ćwiczę z nim kata w Lasku Arkońskim. Wiem, że gdyby zaczął pływać, w weekendy jeździlibyśmy na Dziewoklicz, albo nad Dąbie. Dzieci skutecznie zarażają nas pasjami.
Dotychczas Sopot nie dysponował oszałamiającą infrastrukturą, a jednak zajęcia na wodzie były czymś oczywistym. W Szczecinie dominuje dyskurs o brakach i niedogodnościach. Tymczasem, jeśli gimnazjalista, czy licealista jest zapalonym kajakarzem, rozbierze się nawet na pomoście, byle wskoczyć do wody. Dyskusje o liniach brzegowych, sportach wodnych i zagospodarowaniu Śródodrza są dyżurnymi tematami w lokalnej prasie i na portalach internetowych. Skupianie się na roztrząsaniu wszystkich za i przeciw nie przybliża nas jednak do rodzinnych regat po Dąbiu.
„Najrozsądniej więc zacząć od rzetelnej edukacji żeglarskiej w szkołach i dynamicznej promocji sportów wodnych, co zresztą jest w zasięgu możliwości władz miasta już dzisiaj” – pisze Szymon Dominiak-Górski. Przykład Sopotu potwierdza ten tok myślenia. Ewelina Kowalczyk Par Excellence PR
|