Skip to content

Aktualizacja Strategii Rozwoju Szczecina

Home Blogi Bank pomysłów Aquafobię leczy się... wodą.
Aquafobię leczy się... wodą. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ewelina Kowalczyk   
czwartek, 11 marca 2010 12:44

0006_mWśród szczecinian pokutuje opinia, że Odra jest tylko troszkę za rzadka, by ją orać, a na pewno za gęsta, by po niej pływać. I „The Tall Ships’ Races” raczej tu nie pomoże. Dopóki nie wsiądziemy do łódek i nie zmierzymy się z szalejącą kipielą Odry, czy Parnicy, cudze jachty będą dla nas pocztówką.

 

 

Kolorową, śliczną i budzącą zazdrość, ale tylko pocztówką.Pod koniec stycznia Sopot zdobył dofinansowanie na Centrum Żeglarskie. Od najbliższego sezonu sopoccy gimnazjaliści będą mogli uczyć się żeglowania w ramach szkolnego wuefu. Trener zawiezie ich busem do mariny i wsadzi na łódki. A potem na deski. Prawdopodobnie się zamoczą. To jest optyka, którą należy przyjąć w Szczecinie, by zbliżyć miasto ku wodzie.

W liceum pływałam bardzo często. Głównie kajakiem i w systemie sopockim. Pan od wuefu organizował miejsce i sprzęt, a potem starał się zachować nas przy życiu. Nic tak często nie powraca we wspomnieniach w czasie spotkań towarzyskich, jak spływy kajakowe. Wielu z nas wciąż pływa. Część nurkuje, niektórzy żeglują.

Pytanie, które mnie gnębi, brzmi: Dlaczego nie pływaliśmy/pływamy w Szczecinie? Dlaczego najpierw tłuczemy się dwieście kilometrów, albo i więcej, i dopiero tam szukamy zejścia do wody? Dlaczego nie korzystamy choćby z przystani przy ul. Przestrzennej? Z przyzwyczajenia.

Sopocki pomysł ma tyle zalet, że trzeba wziąć głęboki wdech. Najważniejsza z nich, to pokazanie młodym ludziom, że w ogóle istnieje możliwość zanurzenia stopy w lokalnym akwenie. Wśród szczecinian pokutuje opinia, że Odra jest tylko troszkę za rzadka, by ją orać, a na pewno za gęsta, by po niej pływać. I „The Tall Ships’ Races” raczej tu nie pomoże. Dopóki nie wsiądziemy do łódek i nie zmierzymy się z szalejącą kipielą Odry, czy Parnicy, cudze jachty będą dla nas pocztówką. Kolorową, śliczną i budzącą zazdrość, ale tylko pocztówką.

Zarażając młodzież określonym rodzajem aktywności, mamy realną szansę dotrzeć do rodziców. Może nie jestem karate mistrzem, ale z wielką ochotą chodzę na wszystkie turnieje syna, a w weekendy ćwiczę z nim kata w Lasku Arkońskim. Wiem, że gdyby zaczął pływać, w weekendy jeździlibyśmy na Dziewoklicz, albo nad Dąbie. Dzieci skutecznie zarażają nas pasjami.

Dotychczas Sopot nie dysponował oszałamiającą infrastrukturą, a jednak zajęcia na wodzie były czymś oczywistym. W Szczecinie dominuje dyskurs o brakach i niedogodnościach. Tymczasem, jeśli gimnazjalista, czy licealista jest zapalonym kajakarzem, rozbierze się nawet na pomoście, byle wskoczyć do wody. Dyskusje o liniach brzegowych, sportach wodnych i zagospodarowaniu Śródodrza są dyżurnymi tematami w lokalnej prasie i na portalach internetowych. Skupianie się na roztrząsaniu wszystkich za i przeciw nie przybliża nas jednak do rodzinnych regat po Dąbiu.


„Najrozsądniej więc zacząć od rzetelnej edukacji żeglarskiej w szkołach i dynamicznej promocji sportów wodnych, co zresztą jest w zasięgu możliwości władz miasta już dzisiaj” – pisze Szymon Dominiak-Górski. Przykład Sopotu potwierdza ten tok myślenia.
Ewelina Kowalczyk
Par Excellence PR

Zmieniony: wtorek, 30 marca 2010 10:42
 
Musisz się zalogować lub zarejestrować aby pisać komentarze.
Dyskutuj...

Bank pomysłów

 

Energia z wnętrza ziemi

Elektrownia – miejsce gdzie wytwarzana jest energia elektryczna. W Szc...

 

Pierwiastek „obywatelski”

Po wczorajszym, bardzo ciekawym spotkaniu dotyczącym strategii rozwoju ...

 

Szczerze i bez podtekstów

Uczestniczyłem dziś w spotkaniu z prof. Zarzeckim prezentującym suges...